iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

O włos od zdrowia

Piękne włosy to nasza wizytówka. Wszystkie chcemy żeby były lśniące, bujne i wyglądały zdrowo. Dla mężczyzn z kolei utrata włosów (łysienie) to często poważny kompleks. Nie wiem jak Wam ale mi łysi mężczyźni się podobają, nieraz nawet wydaje mi się, że z włosami na głowie wyglądali by komicznie. To kwestia gustu, ale myślę że nieraz facetom potrzebna jest taka damska aprobata żeby poczuć się lepiej, bo często na punkcie utraty włosów są przewrażliwieni. Ale nie o facetach  ma być mowa...

Na głowie nosimy od 100 000 do 150 000 włosów. Jak się okazuje najbardziej odporne na czynniki mechaniczne są włosy brunetek, włosy blondynek pomimo że jest ich najwięcej dużo łatwiej ulegają uszkodzeniom i szybciej wypadają. Najgrubsze z kolei są włosy rude. Liczba włosów uzależniona jest od czynników genetycznych i może być zmienna. Włos rośnie bowiem zgodnie z trzema fazami:

  • anagen – faza wzrostu trwająca od 3 do 5 lat, podczas której tworzy się łodyga, korzeń i następuje wzrost nowego włosa;
  • katagen – faza spoczynku, kiedy włos przestaje rosnąć i obumiera, ale na dnie mieszka tworzy się już nowy włos, trwa od 2 do 3 tygodni;
  • telogen – wypadanie, faza trwająca kilka miesięcy podczas której martwy włos zostaje wypchnięty przez noworosnący.

Codziennie tracimy 50-100 włosów – to zjawisko normalne. Więcej włosów tracimy w okresie jesienno – zimowym, czego przyczyną są czapki, kaloryfery, suche powietrze oraz brak słońca. Kobiety w ciąży na skutek burzy hormonów mogą mieć piękne, bujne włosy w okresie tychże 9 miesięcy po czym włosy zaczynają im wypadać garściami. Na szczęście są już sposoby aby wzmocnić je już w trakcie trwania ciąży i przygotować na czas po porodzie. Należy zdawać sobie sprawę, że wygląd zewnętrzny (a więc stan włosów, paznokci i cery) odzwierciedla dokładnie stan wewnętrzny naszego organizmu.

Problemy pojawiają się wtedy, gdy faza wzrostu czyli anagen kończy się za wcześnie a włos przechodzi szybko do fazy spoczynku  (katagenu) a następnie telogenu.

Różne są przyczyny utraty włosów (inaczej przedstawia się to u kobiet i inaczej u mężczyzn). U nas kobitek są to: zaburzenia krążenia,  niedobór mikroelementów, przyczyny dziedziczne, wiek. U mężczyzn przyczyny dziedziczne, niedobór mikroelementów, zaburzenia krążenia (stosowane leki, nadciśnienie), wiek. Oczywiście dochodzą do tego: stres, zła dieta, choroby, zabiegi chemiczne.

Dlaczego, jak coś niedobrego dzieje się w organizmie pierwsze odczuwają to włosy i paznokcie. Ponieważ włosy i paznokcie są tak naprawdę martwym tworem skóry (przydatkiem), wszystkie dostarczone mikro i makroelementy są zużywane najpierw na potrzeby organizmu, jeśli „coś  zostanie„ - dostają włosy. Dlatego tak ważna jest suplementacja (jeśli dieta jest niewystarczająca albo potrzeby organizmu są zbyt duże, np. po chorobie).

Warto pamiętać ze suplementacja suplementacji nierówna. Preparatów na rynku jest mnóstwo, ale sama pokrzywa, skrzyp i witaminy nie pomogą (albo kuracja będzie dłuuuugotrwała) jeśli preparat nie będzie zawierał aminokwasów siarkowych. Aminokwasy te (cysteina i metionina) to główny budulec keratyny - białka  wchodzącego w skład włosów i paznokci. Także polecam szukać takich preparatów, o ich skuteczności sama się przekonałam. I jeszcze jedno:

  • ściema nr 1- szampon 2 w 1 to najlepsze co może być – odżywka w nim zawarta (a szczególnie jej składniki) oblepiają włos, który nie dość że nie jest dokładnie oczyszczony, to pod wpływem obciążenia jest osłabiony, cięższy, szybciej wypada i się przetłuszcza,
  • ściema nr 2 -  najlepsze (bo najszybsze?) są odżywki bez spłukiwania pozostawione na włosach do następnego mycia – pozostawiona odżywka może być niezłym siedliskiem dla bakterii, włos nie funkcjonuje normalnie.
  • ściema nr 3 – tusze wodoodporne są ok. Rzęsy to w końcu też włoski. Tusze wodoodporne to najgorsze co może dla nich być, gdyż zawarte w nich żywice (rozpuszczone w roztworze wodno-alkoholowym) oblepiają je, przez co utrudnione jest oddychanie.
Komentarzy: 3
Szczęście kury – Twoim szczęściem

Jajko chyba już dawno przestało być symbolem życia. Obecnie ten jeden z najstarszych pokarmów ludzi produkowany jest na skalę przemysłową, a jego cenione kiedyś wartości odżywcze są coraz bardziej wątpliwe.

Nasze zdrowie zależy między innymi do tego, co jemy. To, co jemy zależy w dużej mierze od tego co jedzą i jak żyją zwierzęta hodowlane. W porównaniu do większości zwierzaków, los kur-niosek jest szczególnie ciężki. Praktykowane jest kilka sposobów hodowli kurek, każdy sposób ma swoje oznaczenie w nadruku na skorupce jajka:

0 – jaja z hodowli ekologicznej
1 - jaja z hodowli na wolnym wybiegu
2 – jaja z chowu ściółkowego
3 – jaja z chowu klatkowego

Ten ostatni sposób jest szczególnie okrutny. Może najpierw krótki film. 

W taki „przemysłowy” sposób „produkowane są” kurczaczki przeznaczone na masowe fermy. W przypadku chowu klatkowego zamykane są one po kilka sztuk w malutkich boksach. Nie mają możliwości usiąść ani nawet się obrócić. Kaleczą się nawzajem pazurami, których nie mają o co ścierać. Z przodu mają taśmę z jedzeniem, z tyłu taśmę odbierającą jajka. Czy myślicie, że zwierzę żyjące w takich warunkach, w ciągłym stresie, może znosić wartościowe jajka?

W przypadku chowu ściółkowego zwierzęta zamknięte są w dużym kurniku mogą swobodnie biegać. Nie mają natomiast dostępu do świeżego powietrza i karmione są jedynie paszą. W przypadku wolnego wybiegu kury wracają do kurnika tylko na noc. Cały dzień spędzają na świeżym powietrzu, na wybiegu trawiastym. Mogą grzebać w ziemi – mają dostęp do naturalnego pożywienia, oprócz tego karmione są paszą. Chów ekologiczny można porównać ze zwyczajnym wiejskim chowem przydomowym gdzie ptaki robią, co chcą i karmione są w sposób naturalny.
 
Spożywamy bardzo dużo kwasów omega 6. Powinniśmy więc dążyć do równowagi spożywając więcej produktów z kwasami omega 3:
- warzywa zielone
- siemię i olej lniany
- ryby
- produkty mleczne
- ekologiczne jaja i mięso
Oprócz szczęścia kur bardzo ważny wpływ na wartość jajek ma przyjmowany przez nie pokarm. Kury zamknięte w kurnikach i klatkach zwykle otrzymują tanią i dostępną paszę na bazie kukurydzy, soi lub pszenicy (nieuczciwi hodowcy „wzbogacają je” mączkami z martwych zwierząt i antybiotykami). Pasze te mają jednak jedną ogromną wadę – niewłaściwy stosunek kwasów tłuszczowych omega 6 do omega 3. Oba rodzaje tych kwasów tłuszczowych są potrzebne w naszym organizmie, ale powinny one występować w proporcjach 1:1 abyśmy byli zdrowi. Oba rodzaje kwasów niejako walczą o kontrolę nad naszym organizmem. Omega 6 pozwala gromadzić tłuszcz, zwiększa krzepliwość krwi, sprzyja rozwojowi stanów zapalnych (które jak wiemy z mojego starszego tekstu są człowiekowi niezbędne do obrony prze drobnoustrojami, ale mogą też stanowić pożywkę dla nowotworów). Kwasy omega 3 zapobiegają zapaleniom, ograniczają tworzenie komórek tłuszczowych, upłynniają krew.

I teraz: w jajkach kur karmionych przemysłowo paszą na bazie kukurydzy czy soi zaobserwowano stosunek kwasów omega 3 do omega 6 na poziomie od 1:15 do 1:40. Tak wielka przewaga kwasu omega 6 sprzyja rozwojowi nowotworów, zwiększa odkładanie się tłuszczu i krzepliwość krwi, co może prowadzić do zatorów żylnych.

W dużych supermarketach próżno szukać jajek innych niż pochodzących z hodowli klatkowej (3), nieraz zdarzają się ściółkowe(2). Masowa i zautomatyzowana hodowla klatkowa sprawia, ze jajka takie kosztować mogą 3 zł/10szt. Jajka ściółkowe (nr 2 - szczęśliwsze kury ale nadal karmione tylko paszą) kosztują już około 5-6 zł/10 szt., wolnowybiegowe (1)– około 10 zł, a ekologiczne (0 – bardzo rzadkie) widziałam ostatnio za 14zł/8szt !! Czy to dużo? 4-5 zł różnicy tygodniowo chyba nas nie zbawi, szczególnie jeśli mamy te jaja spożywać na surowo (np. w kremach, deserach).

Oczywiście taniej jest nieraz kupić jaja ekologiczne „od rolnika”. Należy jednak się upewnić, że są rzeczywiście produkcji „domowej”. Masowy jest bowiem proceder kupowania przez rolników jajek z ferm i sprzedawania ich jako wiejskie. Zresztą równie często producenci jaj klatkowych sprzedają je pięknych sielskich opakowaniach z chatką krytą strzechą, pod nazwą jaj wiejskich – nie dajcie się oszukać. Jaja wiejskie zwykle są brudne, często niekształtne, mają bardzo żółte, niekiedy podwójne  żółtka (wynika to z obecności w diecie kur składników odżywczych nieobecnych w paszy).  

Komentarzy: 0
Jak biedronka, czyli o opalaniu

Dzisiaj nadaję znad morza. Wiosenny wyjazd nad Bałtyk przynajmniej na kilka dni w roku to dla mnie święty obowiązkowy rytuał. Nasze morze ma niepowtarzalny urok i klimat, którego nie znajdzie się w Turcji, Egipcie czy Grecji. Pozwala mi się wyciszyć, zrelaksować i uspokoić w czasie gdy do dłuższego urlopu jeszcze daleko a o zimowym białym szaleństwie już dawno zapomniałam. Szczególnie, że teraz nie ma nad morzem jeszcze tłumów ludzi, a na plaży nie trzeba tonąć w puszkach i dymie papierosowym.

Może się zdziwicie ale pogoda jest całkiem niezła. Właściwie nawet troszkę nie doceniłam słońca. Kremem na opalanie posmarowałam tylko pieprzyki i inne przebarwienia – zaniedbanie tej czynności grozi niebezpiecznymi zmianami prowadzącymi do bardzo groźnego nowotworu – czerniaka. Słoneczko okazało się jednak na tyle mocne, że po 3 godzinach leżenia na plaży jestem...cała w plamki. Nikt nie potrafi się tak bez sensu opalić jak ja :) Słońce bardzo szybko mnie chwyciło a organiczny krem na opalanie z filtrem 50 skutecznie zatrzymał opalanie w kilkunastu miejscach. Wyglądam jak biedronka, ale przy okazji na własne oczy przekonałam się o niezwykłej skuteczności kremów z filtrem UV.

Do powierzchni Ziemi dociera promieniowanie UVA i UVB (UVC zatrzymuje warstwa ozonowa). Pierwsze z nich nie powoduje poparzeń ale głęboko penetruje skórę i może być przyczyną nowotworów. Drugie z nich są powodem typowych nieprzyjemności związanych z opalaniem  - pieczenia, zaczerwienienia itp. 

Filtry ochronne dzielimy generalnie na mineralne i chemiczne.

Mineralne
– działają na zasadzie lustra – odbijają promienie UV. Są produkowane na bazie dwutlenku tytanu (Titandioxid) lub tlenku cynku (Zinc oxicde) . Obie substancje są skrajnie odporne na wysokie temperatury, nie reagują z niczym, nie rozpuszczają się w wodzie (nie trzeba się więc smarować ponownie po wyjściu z morza czy basenu). Są nietoksyczne. Można się opalać od razu po ich nałożeniu i wystarczy jedno smarowanie aby uzyskać długotrwały efekt. Mają też wady. Przede wszystkim są droższe od chemicznych. Nie chronią przed całym spektrum promieniowania UVA. W związku z faktem, że są na bazie minerałów – mają dość gęstą, nieraz nieprzyjemną konsystencję i trudniej się rozsmarowują. Tlenek cynku może wysuszać skórę, a tlenek tytanu zostawiać białe ślady.

Chemiczne
pochłaniają promienie UV ( zarówno A jak i B ) i zamieniają je w ciepło. Po ich zastosowaniu warto odczekać jakiś czas zanim zacznie się opalać. Pod wpływem promieni słonecznych ulegają rozkładowi – należy więc smarować się powtórnie po 2-3 godzinach, a także po wyjściu z wody. Większość bowiem z nich rozpuszcza się w wodzie. Mają one za to przyjemniejszą konsystencję i są tańsze.

Za najskuteczniejsze kremy do opalania uważane są takie, które łączą pozytywne właściwości jednych i drugich rodzajów filtrów.

Faktor filtra oznacza czas jaki można spędzić po użyciu danego kremu zanim pojawi się zaczerwienienie skóry. Jeśli bez filtra pojawiłoby się ono po 10 min, to po użyciu filtra z faktorem 10 pojawi się po 100 min (10x10).  W związku z faktem, że producenci oznaczali stopień ochrony na różne sposoby – w przyszłości ma zostać wprowadzona unijna dyrektywa regulująca sposób opisywania mocy filtra. Będą to oznaczenia słowne: bardzo wysoki poziom ochrony (SPF 50+), wysoki poziom ochrony (SPF 40), średni (SPF 20) lub niski (SPF 10). Już teraz można je spotkać na niektórych kremach.

I jeszcze na koniec, dla osób nie wierzących, że Bałtyk może być piękny – fotka z mojej wycieczki:



PS. Niniejszy wpis był możliwy dzięki mojemu facetowi-gadżeciarzowi, który nigdzie nie rozstaje się ze swoją ulubioną zabawką – netbookiem z mobilnym internetem. Jednak faceci na coś się czasem przydają :)

Komentarzy: 1
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 |

KATEGORIE

O MNIE

Yasmine

Jestem farmaceutką z powołania. Podczas gdy inne dzieci po urodzeniu wołały "karmel!", ja krzyczałam "paracetaaaamol!".

Mój profil w iWoman.pl

NAJNOWSZE KOMENTARZE

NAJNOWSZE WPISY

ARCHIWUM