Odchudzić, schudnąć, zrzucić trochę zbędnego, odchudzić, schudnąć, zrzucić trochę zbędnego, odchudzić... to zaprogramowane życzenia, które szczególnie budzą się w niejednej z nas na wiosnę. Powiem Wam tak szczerze, że mimo wykonywanego zawodu, mimo narzędzi, którymi się posługuję (czytaj leki, a ściślej mówiąc suplementy diety) nie wierzę w ich skuteczność jeśli chodzi o odchudzanie. Nie wierzę, że łyknąć to znaczy schudnąć i nie ukrywam też tego stojąc za pierwszym stołem. Telewizja, radio, prasa mają tak mocny wpływ na ludzi, że wszelkie informacje stamtąd usłyszane, przeczytane tak zakotwiczają się w naszych umysłach, ze trudno je zmienić, trudno je po prostu komuś wyperswadować. Dlatego ludzie tak wierzą w skuteczność tych specyfików, kupują i faszerują się nimi nawet jeśli nie widzą efektu. Telewizja nie mówi "zmień nawyki żywieniowe", "zadbaj o swoją kondycję" tylko ciągle kup, kup, kup a będziesz piękna.
Ani te wszystkie diety cud miód, ani wszelkie dostępne specyfiki odchudzające, ani nawet same ćwiczenia nie przyniosą długotrwałego, widocznego efektu jeśli nie zmienimy podejścia do prawidłowego odżywiania, nie będziemy zdawać sobie sprawy z błędów, które popełniamy oraz nie zadbamy w końcu o naszą wewnętrzną higienę ciała.
Może zacznijmy od błędów, których poznanie ułatwi nam drogę do ładnej sylwetki ale też dobrego samopoczucia:
- zbyt szybkie jedzenie, krótkie przeżuwanie pokarmu - pokarm nie jest całkowicie trawiony, może odkładać się w postaci tłuszczu.
- picie płynów w czasie posiłku - zaburzenia procesów trawiennych poprzez zmniejszenie koncentracji soków żołądkowych. Najlepiej pic 15-20 min przed jedzeniem lub godzinę po.
- zbyt późne jedzenie - nocą organizm nastawiony jest na regeneracje a nie trawienie, więc zamiast pożytecznych składników dostarczamy sobie konsekwentnie tłuszczu oraz kamieni w nerkach i wątrobie.
- drzemka poposiłkowa - mimo że może być baaaaardzo przyjemna, to jednak nie polecana. Sama zmiana naszej pozycji z pionowej na poziomą przeprogramowuje mechanizmy ciała i trawienie schodzi na dalszy plan.
- oglądanie telewizji podczas jedzenia - zwykle oglądając telewizję nie kontrolujemy ile zdołaliśmy w tym czasie już zjeść.
- zbyt mało ruchu - trzeba mniej jeść a więcej się ruszać. Tylko wtedy kiedy wydatek energii (akywność ruchowa) jest większy od jej podaży (jedzonko) istnieje szansa, że organizm będzie pobierał ją z odłożonej tkanki tłuszczowej.
- złe łączenie pokarmów - jego trawienie przebiega z trudem, zalega on więc dłużej w naszym żołądku, część ulega gniciu a część odkładana jest w postaci tłuszczu.
- jedzenie pod wpływem stresu - wtedy na pewno zjemy więcej (chociaż są i tacy którzy nie przełkną wtedy za wiele)
- częste podjadanie w ciągu dnia, gdy jesteśmy znudzeni, zestresowani, nie mamy nic lepszego do roboty. Można jakoś przechytrzyć nasz apetyt odwracając uwagę od jedzenia filmem, muzyka, książką, czymkolwiek.
- zbyt dużo produktów mącznych (biała mąka). Lepiej zastąpić je produktami pełnoziarnistymi, które dłużej sycą i dobrze wpływają na trawienie.
- dokładka do dania głównego, lepiej skończyć jedzenie nie do końca najedzonym, gdyż po pierwsze będziemy czuć się lżejsi a po drugie żołądek dopiero po 20 min wysyła informacje do mózgu że jest nasycony
- nadmiar cukru
Alli to lek, który jest ostatnio na (w) ustach wielu kobiet. Jego producent prowadzi w mediach intensywną kampanię reklamową – liczy, że miliony wydane na promocję przyczynią się do powtórzenia sukcesu w USA, gdzie Alli stał się bestsellerem. Nic dziwnego biorąc pod uwagę plagę otyłości po tamtej stronie Atlantyku. My piękne, słowiańskie kobitki nie mamy takich problemów, co nie zmienia faktu, że lek budzi zainteresowanie.