Dzisiaj z troszeczkę innej beczki, chociaż nie do końca. Będzie bowiem dużo ważnych słów o pracy farmaceuty i odpowiedzialności jaka na nas ciąży. Jako, że zbliża się dzień mego zamążpójścia, to uczestniczę w naukach przedślubnych. Wczoraj prowadziła je Pani z "poradni życia rodzinnego", której słowa dotknęły mnie do żywego. Stwierdziła ona bowiem, że "leki antykoncepcyjne są tak niebezpieczne, że farmaceuci wyciągają z nich ulotki, aby ludzie nie poznali ich skutków ubocznych i chętnie je kupowali". Chciałam podejść do niej po wszystkim i porozmawiać z nią na spokojnie, aby nie robić jej wstydu przy dużej grupie ludzi. Niestety prowadziła "zajęcia" jedynie do połowy, potem zniknęła a resztę poprowadził ksiądz. Wystosowałam więc do niej maila. Myślę, że warto abyście go również przeczytały. Abstrahując zupełnie od wiary i idei antykoncepcji, wiele mówi on o mojej (naszej) pracy.
***
Szanowna Pani,
Jestem uczestniczką Nauk Przedślubnych, które prowadziła między innymi Pani. Z wszystkich ośmiu spotkań zapadła mi w pamięć przede wszystkim Pani wypowiedź. Mianowicie stwierdzenie, że "ilość skutków ubocznych leków antykoncepcyjnych jest tak duża, że farmaceuci wyciągają ulotki z tych preparatów aby tylko je sprzedać, że najważniejsze dla magistra i kierownika apteki jest zarobek, a nieważne co sprzedają" (cytat niemal dosłowny). Kościół, do którego również należę, głosi sporo kontrowersyjnych współcześnie poglądów, ale to była największa podłość jaką w życiu usłyszałam z ołtarza. Jestem farmaceutką i naprawdę jestem zażenowana, że coś takiego mogła powiedzieć osoba mieniąca się katoliczką, stojąca obok krzyża. Maila tego piszę, ze zwyczajnej troski o Panią - dla dobra mojej profesji i dla Pani wiarygodności nie chciałabym, żeby kolejne zastępy narzeczonych słuchały takich, przepraszam za słowo, bzdur. Zauważyłam zresztą zaniepokojenie i szum pośród innych par gdy padły te słowa. Dla większości tych osób były to stwierdzenia z palca wyssane, które na dobre przekreśliły Pani profesjonalizm. Zapewne nie doświadczyła Pani osobiście takiej sytuacji (wyciągnięcia ulotki), może Pani gdzieś to usłyszała, a może sama wymyśliła, ale naprawdę nie jest to powód aby powtarzać takie rzeczy w Kościele, przed grupą inteligentnych ludzi (które zapewne w dużej części miały kontakt z tymi środkami), przedstawiać to w takim świetle jakby to była niemal reguła i jeszcze motywować to pazernością farmaceutów jako ogółu.
Być może nie zdaje sobie Pani sprawy, że tabletki antykoncepcyjne są również zwyczajnym lekiem przepisywanym przez lekarzy z wielu powodów (np. kuracja po usuwaniu nadżerek, łagodzenie skutków menopauzy czy trudności z zajściem w ciążę). Farmaceuta wydając taki preparat nie ma pojęcia do czego potrzebny pacjentowi ten lek (czy w celach antykoncepcyjnych czy zdrowotnych). Wyciągając ulotkę bierze na siebie odpowiedzialność za zdrowie i życie tego pacjenta. Być może dla Pani apteka to tylko sklep, w którym można sprzedać towar bez instrukcji obsługi. Dobrze, żeby Pani wiedziała jak odpowiedzialna i wielokrotnie sprawdzana jest każda decyzja jaką tam podejmujemy. To jest służba ludziom a nie sklep. Żaden farmaceuta nie może sobie pozwolić dla zysku na takie kroki, bo zwyczajnie może kogoś zabić. Jakkolwiek farmaceuta byłby zepsuty i zapatrzony w zysk, jest to zupełnie niewyobrażalne żeby się posunął do takiego kroku.
Zresztą chciałabym też Pani uświadomić, że kierownik i właściciel apteki to nie jest zazwyczaj ta sama osoba. Kierownik to często zwykły etatowy pracownik, podobnie jak magister. Ilość sprzedanych pudełek tabletek antykoncepcyjnych nie wpływa bezpośrednio na ich zarobek. A nawet gdyby wpływała, to powtarzam, chociaż zapewne nie potrafi sobie Pani tego wyobrazić nie będąc z branży - wyjęcie ulotki to może być wyrok na pacjenta, to są rzeczy, które NIGDY się nie zdarzają, to nie jest rzecz, którą farmaceuta może zrobić ot tak dla kilku złotych zysku. Mniejsze znaczenie ma fakt, że skutki uboczne są wypisane też na pudełkach (może owi farmaceuci sprzedają też leki bez pudełek?), a na ulotkach znajdują się wcale nie takie proste instrukcje dawkowania. Każdy pacjent zauważyłby brak takiej ulotki i zapewne wróciłby i poprosił o nią, a tym samym zapoznał się z rzekomą "czterostronicową listą" skutków ubocznych. Zresztą jak już jesteśmy przy skutkach ubocznych... inne leki, na przykład antydepresyjne, przeciwpadaczkowe czy silne przeciwbólowe zawierają podobną albo jeszcze dłuższą listę skutków ubocznych. Idąc Pani rozumowaniem - farmaceuci powinni z wielu innych leków wyciągać ulotki dla czystej chęci zysku. A i może nie zdaje sobie Pani sprawy jak powstają listy skutków ubocznych. Nawet jeśli po zwykłej ziołowej herbatce, sprzedanej w milionach opakowań, jedna osoba dostanie biegunki, to producent ma obowiązek umieścić to na liście skutków ubocznych.
Życzę Pani wiele pomyślności w dalszej karierze zawodowej, ale proszę o jedno. Proszę nie używać Boga i nie szargać dobrego imienia ludzi (czy też grup zawodowych ) to forsowania własnych racji. Proszę pamiętać, że mówi Pani z ołtarza, że dla wielu osób, słowa, które padają stamtąd są świętością, że wprowadza ich Pani w błąd i straszy ich Pani, robiąc jednocześnie krzywdę mi i moim kolegom i koleżankom, którzy wkładają mnóstwo czasu, pracy i pasji w tę profesję i kochają swoją pracę. Proszę brać za swoje słowa taką odpowiedzialność, jaką my bierzemy za sprzedawane przez nas leki (z ulotką). Życzę aby Pani praca była dla Pani taką misją jaką moja jest dla mnie.
I jeszcze jedno na koniec. Lekarze mają przysięgę Hipokratesa, my - farmaceuci mamy swoją i kierujemy się nią przez całą naszą zawodową karierę. Przytoczę ją Pani:
Ślubuję uroczyście
w swej pracy farmaceuty sumiennie, gorliwie i z należytą starannością
wykonywać swoje obowiązki,
mając zawsze na uwadze dobro pacjenta,
wymogi etyki zawodowej i obowiązujące prawo,
a także zachować tajemnicę zawodową,
zaś w postępowaniu swoim kierować się zasadami godności, uczciwości i słuszności